Gdy kot kładzie się na człowieku, jest to wyraz zaufania i czułości, znak, że kot Ci ufa i uważa Cię za część swojego terytorium, i część stada. Jeśli kot wybrał Twoje kolana, czy klatkę piersiową za miejsce snu, czy odpoczynku, powinieneś uznać to za komplement, ponieważ jest to oznaką wielkiego zaufania, szczególnie U mnie koty i kotki dogadują sie dobrze- wszystkie ze wszystkimi, ale samo wprowadzanie nowych futerek dużo lepiej akceptują kocurki plus dziewczyny bywają humorzaste, w zasadzie niemal każda ma jakieś kaprysy raz na jakiś czas Chłopaki, poza niespożytą energią do zabawy i wciskaniem nosa wszędzie, gdzie się da- zupełnie bezproblemowe Dwa koty są mniej rozpieszczone niż jedynak, za to bardziej prospołeczne. Mając dwa koty, łatwiej będzie dokocić się o kolejnego mruczka (nawet o teoretycznie niedokacalną jedynaczkę-zazdrośnicę). Zawsze ugrzane łóżko i kolana. Domownicy nie kłócą się o względy kota. Wielkie koty, takie jak lwy, polują na duże zwierzęta i zjadają nawet kilkanaście kilogramów mięsa na raz. Niekiedy jeden posiłek wystarcza im na kilka dni. Koty domowe mają jednak zupełnie inny schemat odżywiania się. Te żyjące na wolności polują wiele razy dziennie (nawet do 20!), na różnorodne ofiary. 1. Kot singapurski (singapura) ©Shutterstock. Kot singapurski jest najmniejszą naturalną rasą kota na świecie. Dorosły kot osiąga średnio dwa razy mniejsze rozmiary niż przeciętny kot domowy. Z wyglądu (budowy ciała, kształtu głowy) kot singapurski podobny jest do kota burmskiego. Najlepsza odpowiedź na pytanie «Co robić, gdy koty się kłócą?» Odpowiedzi udzielił Mike Forsyth w dniu Sat, Oct 15, 2022 23:47 PM Jeśli twoje koty walczą, możesz podjąć kilka kroków, aby zakończyć konflikt. . Koty, koteczki, kociaki… Wiecie że dzisiaj obchodzimy Dzień Kota? Z tej okazji wybrałam dla was książki, które opowiadają nam o tych cudownych, ślicznych zwierzętach. Jak wiadomo koty są kapryśnie, chodzą własnymi ścieżkami, ale można kochać je całym serduszkiem! Przejrzyjcie książki, poczytajcie o nich i wybierzcie coś dla siebie! „Kot-o-ciaki. Nowa kolekcja bajek”, Wydawnictwo Egmont, 6+ Pianka, Budyń i Krakers to trzy rude koty, których perypetie rozbawią cię do łez! Sprawdź, co się stało, gdy kociaki zapragnęły zostać superbohaterami, weź udział w wyjątkowym konkursie tańca, stań do rowerowego wyścigu, naucz się konstruować latawce i pomóż kociakom rozdawać paczki, które zgubił kot pocztowy! Poznaj słodką Babeczkę, łebskiego Lukra, ponurego Borysa i całą resztę kociego towarzystwa. W świecie kotociaków wszystko zawsze dobrze się kończy, a kluczem do sukcesu jest przyjaźń i współpraca! “Przygody Kota Filemona”, Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 6+ Na małego ciekawskiego kotka czekają nie lada wyzwania na podwórku i w domu. Wciąż się tyle dzieje – tu myszy harcują, tam podejrzanie kumka żaba, a z lustra wygląda jakieś dziwne stworzenie! Wszędzie trzeba zajrzeć, wszystko obejrzeć, a może nawet – machnąć na coś łapą? Niezapomniane opowieści o niesfornym Filemonie i dostojnym Bonifacym z klasycznymi ilustracjami Julitty Karwowskiej-Wnuczak. „Opowiem Ci mamo, co robią koty”, Wydawnictwo Nasza Księgarnia 4+ Życie grubego Gbura jest poukładane i spokojne – toczy się (dosłownie!) od miski do kanapy i z powrotem. Jego ludzie stwierdzają jednak, że Gburowi potrzebny jest ktoś, kto go rozrusza… i tak rodzina powiększa się o przygarniętą ze schroniska rudą kotkę Żabkę. “Opowiem ci, mamo, co robią koty” to przezabawna historia obrazkowa, a jednocześnie pierwsza kocia encyklopedia dla małego czytelnika, który nie będzie mógł się oderwać od przygód Żabki, Gbura, a także ich licznych przyjaciół. W tej książce czeka was jednak nie tylko czytanie i oglądanie rysunków, lecz również rozwiązywanie zadań i ćwiczenie spostrzegawczości poprzez wyszukiwanie poukrywanych przez autorkę szczegółów. „Kotki Dorotki. Czytam uważnie”, Wydawnictwo Centrum Edukacji Dziecięcej, 6+ Jeśli pokochaliście Pieski Tereski to z pewnością Kotki Dorotki zachwycą Was równie mocno! Zapraszamy do świata przezabawnych opowiastek znanej autorki Joanny Krzyżanek, o Kasi i kiciusiu, o Pani Nieumiem, o Czerwonej kulce i wielu, wielu innych… Duże litery, ciekawa historyjka, przezabawne ilustracje rozbudzą w dziecku chęć samodzielnego i uważnego czytania. Po każdej opowiastce dziecko może odpowiedzieć na kilka pytań.. Jeśli odpowie na nie prawidłowo to znaczy, że czyta z uwagą. Mali czytacze z pewnością pokochają te książkę! Bo z nią nauka uważnego czytania to przysłowiowa pestka! Nie wierzycie? Przekonajcie się sami! „Każdy kot ma dwa końce”, Wydawnictwo Mg 6+ Drogi czytelniku! W książce, którą właśnie trzymasz w ręku, jej autorzy próbowali zmierzyć się z fundamentalnymi pytaniami, które trapią ludzkość od zarania jej dziejów. Czy to prawda, że kochanego kota nigdy za wiele? Jak to możliwe, że jeszcze się taki nie urodził, co by kotu dogodził? Dlaczego wszystkie drogi prowadzą do miski? Jak to się dzieje, że człowiek człowiekowi wilkiem, a kot kotu kotem? Mamy nadzieję, że ta lektura pomoże Wam uporać się z tymi frapującymi zagadkami. Miłego czytania i oglądania! „Kot Gustaw nie może spać”, Wydawnictwo Zielona Sowa 1+ Kot Gustaw jest zły. Ma kwaśną minę, nie chce się bawić – woli być sam. Jest bardzo senny. Chce iść spać, ale wszystko wokół nie pozwala mu zasnąć. Urocza książka dla wszystkich dzieci o tym, kiedy czujemy złość i o tym, kto albo co pomoże nam się jej pozbyć. Seria książek dla najmłodszych dzieci, która pozwoli lepiej zrozumieć skomplikowany świat emocji! Czytanie dziecku przez rodzica tych prostych historyjek jest idealnym pretekstem do rozmowy o tym, jak czuje się maluch, gdy jest wesoły, smutny, zdenerwowany albo gdy się boi. Jakie sytuacje wywołują te uczucia i jak sobie z nimi poradzić. „O chłopcu, który był kotem”, Wydawnictwo Kropka, 9+ Peter Brown jest samotnym chłopcem, którego rodziców nigdy nie ma w domu. Od lat marzy o tym, żeby mieć do towarzystwa chociaż kota, niestety ani rodzice, ani jego niania nie chcą o tym słyszeć. Pewnego dnia Peter widzi pręgatego kociaka w parku, nieostrożnie wybiega za nim na ulicę i… wpada pod koła samochodu. Kiedy otwiera oczy, wszystko wydaje mu się inne. Zszokowany orientuje się, że ciało porasta mu futro, ma długie wąsy i pazurki! Peter stał się która nie rozpoznaje chłopca w nowej postaci, wyrzuca go na ziąb i pastwę losu, a on szybko przekonuje się, że Londyn jest równie nieprzyjazny dla małych chłopców, co dla czworonogów. Na szczęście zagubionemu na ulicach miasta Peterowi przychodzi z pomocą Jennie – kuta na cztery łapy kotka, dla której Londyn, nawet ten nocny, nie ma żadnych tajemnic. Nowa przyjaciółka szkoli młodziaka w sztuce ulicznych walk – o teren, pożywienie, kąt odpowiedni do snu, tłumaczy koci świat i uczy, czym jest prawdziwa przyjaźń. Jennie i Peter muszą zmierzyć się z wieloma wyzwaniami i niebezpieczeństwami, które czyhają na koty na każdym kroku, w poszukiwaniu swojego miejsca wyprawią się nawet statkiem do Glasgow! Wszystko po to, żeby znaleźć prawdziwy dom. Czy im się to uda? „Jak się koty urodziły”, Wydawnictwo Literatura 6+ Co może się wydarzyć, gdy dwa koty, Bazyli i Cyryl, wybiorą się na spacer nad staw? Kogo spotkają podczas swojej wycieczki? Czy uda im się złapać rybę, a przy tym nie wylądować w wodzie? Wyrusz na wycieczkę wraz z kocim duetem! „Koty i kotki. Czytam sobie. Poziom 1” Książka Justyy Bednarek to doskonały sposób na naukę czytania dla najmłodszych dzieci. Prosta historia z sympatycznymi bohaterami wciągnie najmłodszych, a duża czcionka i krótkie, zrozumiałe zdania nie sprawią problemu początkującym czytelnikom. Lekturę ułatwią także umieszczone w ramkach ćwiczenia głoskowania. Latem w chacie babci i dziadka zawsze jest pełno gości. Dzieci uwielbiają spędzać u nich wakacje, bo zawsze jest tu jakieś zwierzątko do zaopiekowania, podpatrzenia czy wytropienia. Czasem nawet dziadkowie nie wiedzą, kto to tak tupie nocami na strychu i czyja jest ta nora w rabatce. To wyjątkowy zbiór opowieści, bo wszystkie wydarzyły się naprawdę. Nawet jeśli czasem wydają się nieprawdopodobne. “Koty, czyli historie z pewnego podwórka” Wydawnictwo Bajka, 5+ Zupełnie zwyczajne podwórko, na którym dzieją się rzeczy tak niezwykłe jak jego mieszkańcy. Bo czy to nie dziwne, gdy kot uczy się latać, albo gdy złota rybka nie chce spełnić trzech życzeń? Choć w kocim świecie, jak to w bajce, zdarzają się niesamowite historie, czytelnicy odnajdą w nich wiele znajomych sytuacji. Czasem najlepsi koledzy się kłócą i robią sobie przykrości. Wtedy na zgodę trzeba umieć wyciągnąć łapę, a niekiedy nawet powiedzieć „przepraszam” – co wcale nie jest łatwe. Ale niech nikt nie myśli, że będzie to opowieść poważna! Wręcz przeciwnie! Melania Kapelusz przedstawia kocie perypetie z werwą i humorem. Przy jej bajkach bawią się nie tylko dzieci! “Wielka księga Kici Koci” 3+, Wydawnictwo Media Rodzina Zbiór najciekawszych przygód ulubienicy maluchów w jednym tomie! W tym wyjątkowym wydaniu czytelnicy znajdą znane i lubiane historie rezolutnej kotki, która każdego dnia poznając świat, przeżywa duże i małe przygody. W tomie znajdują się opowiadania: „Kicia Kocia mówi: Dzień dobry!”, „Kicia Kocia nie może zasnąć”, „Kicia Kocia sprząta”, „Kicia Kocia jest chora”, „Kicia Kocia. To moje!”. Wszystkie opisy pochodzą ze strony wydawców. Genialna aktorka i niezwykły człowiek. Dwadzieścia lat temu założyła Fundację „Mimo Wszystko” i pomaga ludziom, o których inni zapomnieli. Anna Dymna jakiś czas temu opowiedziała Beacie Nowickiej o wojnie w Ukrainie, wściekłości i strachu, pamięci i dobroci. Piekle i niebie. I natchnieniu, „czymkolwiek ono jest…”. Z okazji urodzin artystki, przypominamy wywiad, który ukazał się na łamach magazynu VIVA! w czerwcu 2022 r. Anna Dymna: „Czasem bardzo boli, jak Cię hejtują, walą w Ciebie. Mnie to w ogóle nie dotyka” Anna Dymna: wywiad dla magazynu VIVA! - Kiedy umawiałyśmy się na tę rozmowę, nie przypuszczałam, że spotkamy się w świecie, w którym historia weszła w nowy etap… Od rana o tym myślę! O czym teraz mamy rozmawiać? W obliczu takiego zła, takich tragedii człowiek w pierwszym odruchu mówi: „To mi się chyba śni”. - A to nie jest sen, tylko koszmar, który dzieje się naprawdę. Wszystko, co wcześniej nazwaliśmy problemami, nagle przestaje być istotne. Uczucia mamy wszyscy podobne: strach, niedowierzanie, żal i wściekłość. Teraz, na początku tej wojny, widzimy, że nieszczęście wszystkich zbliża. Ale już to kilka razy przerabialiśmy i widzieliśmy, jak nieszczęście najpierw nas zbliżyło do siebie, a potem jeszcze bardziej podzieliło. Mam nadzieję, że tym razem będziemy mówić jednym głosem cały czas. Pewnie znów jestem naiwna… Dużo teraz, w czasach pandemii i wojny w Ukrainie, rozmawiam z młodymi ludźmi, również z moimi studentami. W Akademii Sztuk Teatralnych mamy dwóch chłopców z Ukrainy i dziewczynkę z Białorusi. Dotykamy więc najbardziej skomplikowanych uczuć i problemów. Wszyscy są bardzo zaangażowani w pomoc Ukraińcom i przejęci. W większości wojnę znają tylko z filmów. Myślę, że nam, starszym, jest nieco łatwiej. Urodziłam się w 1951 roku i wprawdzie nigdy nie zaznałam wojny otwartej, ale wiem, co to znaczy oddawać życie dla wolności. Znamy te napięcia, bo przeszliśmy czarne czasy stalinizmu i komuny. Na dodatek wojnę widziałam w oczach moich rodziców. Tata był w AK, siedział w obozie, uciekał, został postrzelony. Mama opowiadała mi, jak ukrywała się w ziemiankach przed bombardowaniem, ukrywała partyzantów. Widziałam ich łzy szczęścia, kiedy padła komuna. Od dzieciństwa wiedziałam, że trzeba walczyć o wolność, prawdę, sprawiedliwość w życiu, w sztuce, w publicznych działaniach. Młodość spędziłam w Piwnicy pod Baranami, u boku Wiesia Dymnego… Za tę walkę płaciło się najwyższe ceny. Teraz, gdy tak blisko rozpętało się piekło, momentami wracają do mnie najtrudniejsze chwile. Zostały nam zabrane spokój i beztroska. A przecież trzeba mieć siły i pomagać ludziom, którzy stracili wszystko… W dodatku starać się normalnie żyć, pracować, robić swoje, nie rezygnować ze wszystkich planów, nie opuszczać podopiecznych, zachować spokój i dawać radość. Trudne to. – Wiem, że wczoraj wróciła Pani z Warszawy, z nagrań programu „Spotkajmy się”. Tak. W ciągu dwóch dni nagrałam 10 programów. Moi rozmówcy przyjechali z całej Polski, z różnymi niepełnosprawnościami, rzadkimi chorobami, po przeszczepach. Przed nagraniem nie spałam całą noc. Słuchałam wieści z rozszerzającej się wojny w Ukrainie i myślałam: Boże święty, od kilku dni żyjemy tak blisko niepojętego piekła, a ja będę rozmawiać z ludźmi o cierpieniu i chorobach? Czy moich rozmówców nie wpędzę tym w jakieś czarne doły? Ten program jest najtrudniejszą rzeczą, jaką w życiu robiłam… – ...a dodam, że prowadzi go Pani od 19 lat. To chyba dowód, jak bardzo ludzie potrzebują, by ktoś im poświęcał uwagę, normalnie, szczerze z nimi porozmawiał, wysłuchał, co ich cieszy, boli. Teraz wszyscy rozmawiamy, jak pomóc migrantom. Oczywiście potrzebna jest materialna pomoc, ale też symboliczne gesty solidarności. Nagrywamy na stronę AST wiersze ukraińskich poetów. Studenci organizują też specjalny koncert, zbierają pieniądze na utrzymanie Ukraińców, którzy mieszkają w akademiku. Przygotowałam w Starym Teatrze z kolegami Salon Poezji poświęcony Ukrainie, wezmę udział w koncercie „Kraków dla Ukrainy”. Telefon wciąż dzwoni. Dziennikarze mówią: „Niech pani powie, jak pomóc”. Ale przecież tego nie wiem, nie jestem ekspertem. Systemową pomoc muszą wymyślić specjaliści. My możemy pomagać, jak potrafimy i na ile nas stać. Ktoś musi jednak nasze działania koordynować, by w to pomaganie nie wdarł się chaos. Sytuacja jest coraz trudniejsza. Mam Fundację „Mimo Wszystko”, więc nasza pomoc może być bardziej fachowa. Współpracujemy z Fundacją im. Brata Alberta. Właśnie przyjęliśmy pierwszych uchodźców do naszego ośrodka w Radwanowicach. Mamy już pewne doświadczenie. Kilka lat temu nasza fundacja dostała w spadku mieszkanie, a my, zamiast je sprzedać, pomyśleliśmy, że może komuś uratujemy życie. W 2015 roku zamieszkała tam rodzina z Donbasu z trójką malutkich dzieci. Cudowni ludzie polskiego pochodzenia, pięknie mówiący po polsku. Znaleźli pracę, zapuścili korzenie i spłacili nam to mieszkanie. Bardzo jesteśmy z nich dumni. – Ma Pani nadzwyczajną zdolność empatii, nie dziwię się, że dziennikarze do Pani dzwonią. Jestem aktorką, my zawsze utożsamiamy się z postacią, którą mamy zagrać, żeby ją lepiej zrozumieć. Kiedy prowadzę programy z ludźmi chorymi, utożsamiam się z ich chorobami. Dlatego potem wszystko mnie boli: ich przeszczepione nerki, płuca, serce. Ale zawsze wychodzę z tych programów szczęśliwa, że żyję. Dziś wstałam i wyobrażałam sobie, że wyją syreny, bombardują mój dom, żołnierze gonią mnie do jakiegoś schronu, a ja biorę moje dwa koty i gnam przed siebie. W telewizji widziałam, jak Ukraińcy zabierają do metra w Kijowie swoje chomiki, świnki morskie, koty i psy. Dwa dni temu na stacji urodziło się dziecko. Nagle koszmar stał się nową rzeczywistością, która jest tak blisko. Nie wiadomo, czy jutro… Zobacz też: Los nie szczędził Annie Dymnej ciosów. Mimo to ona każdego dnia udowadnia, że życie jest piękne Fot. Olga Majrowska – …wróg nie stanie u naszych bram? Wielu z nas zadaje sobie po cichu to pytanie. Ale nie wolno budzić takich demonów. Najtrudniejsze w tym wszystkim jest to, że trzeba starać się normalnie żyć. Przez dwa lata strasznie doświadczył nas COVID-19. Straciłam wielu przyjaciół, bliskich. Mój mąż długo był na granicy życia i śmierci. Teraz nagle o wirusie nikt nie mówi, a on dalej szaleje, wciąż umierają ludzie, ale my… musimy żyć. Teraz zaczynam ze studentami „Kubusia Puchatka”. Rozdzieliliśmy teksty już wcześniej, więc wczoraj ich pytam: „Słuchajcie, a co wy czujecie, kiedy niedaleko nas Rosjanie zrzucają bomby, giną dorośli, dzieci, bombardują szpitale, strzelają do przedszkoli i karetek. Może ten »Kubuś Puchatek« pomoże nam na chwilę o tym zapominać?”. „Tak, pani profesor, róbmy to! To będzie nasza terapia”. – „Kłapouchy stał sobie samotnie w zaroślach ostu na skraju Lasu, z łbem zwieszonym ku ziemi, i rozmyślał o sprawach tego świata”. To piękna, uniwersalna książka o miłości i przyjaźni, której tak bardzo potrzebujemy. Ludzie są sobie nawzajem bardzo potrzebni. W programie miałam teraz 18-letnią dziewczynkę z depresją. Ludzie nie chcą mówić, że cierpią na depresję, bo się boją, że usłyszą: „Co tak leżysz, weźże wstań. Zrób coś ze sobą, zajmij się czymś!”. Ale depresja polega właśnie na tym, że nie da się wstać z łóżka, nic się nie da. Chce się tylko przestać istnieć. Zapytałam ją: „Skąd masz odwagę, żeby o tym mówić?”. „Bo wiem, jakie to ważne. W stanie depresji jednym słowem, rozmową, zrozumieniem można mnie uratować”. Przeraża mnie, że żyjemy w świecie, w którym ludzie coraz bardziej oddalają się od siebie. Niestety koronawirus jeszcze to pogłębił. Wszyscy żyją ze wzrokiem wbitym w komórki. Nie rozumiem tego. W końcu pojawi się pokolenie, w którym dzieci, widząc ludzkie oczy, będą się bały, że to jakieś zwierzątka, które je ugryzą. Kiedyś lekarz mi powiedział: „Wie pani, dlaczego rak atakuje kobiety koło pięćdziesiątki? Bo wtedy kobieta zwykle wypuszcza dzieci z domu, mąż znajduje młodszą kochankę, a ona czuje się samotna, bezużyteczna i bezwartościowa. Rak czy depresja tylko czyhają, żeby człowiek był samotny, bezradny, zrozpaczony. Dlatego w trudnych chwilach najbardziej potrzebujemy ciepła, bliskości i zrozumienia drugiego człowieka. – „Żyję, bo jestem kochany” – to inny cytat z „Kubusia Puchatka”. Pani wciąż ma w sobie zachwyt i radość dziecka. Niektórzy nazywają to głupotą. Lubię czasem być głupia i patrzeć na świat, jakbym go widziała pierwszy raz. Całe życie ratowało mnie to miejsce, w którym teraz siedzimy, czyli Stary Teatr. Tu jest mój dom, moja rodzina. Od roku jestem na emeryturze, ale wciąż jeszcze tu pracuję. Mijają lata i czasem mnie to szokuje. Ale się nie oburzam, że opowiadam studentom o mistrzach, którzy mnie uczyli żyć i grać, typu: Holoubek, Jarocki, Swinarski, a oni patrzą na mnie. Widzę, że nie wiedzą, kto to jest. Sztafeta pokoleń… Przychodzą młodzi, przekazujesz pałeczkę. Ciągle możesz im tę wodę przy drodze podawać, gdy oni biegną, bo ty już nie pobiegniesz. Za pięć lat być może nie będę dla tych ludzi w ogóle znana, choć na kliszach pozostaną postacie z kultowych filmów te… Anie Pawlaczki, Baśki Radziwiłłówny, Marysie Wilczur, które do dziś co chwilę lecą i potem na ulicy ktoś woła: „Jezus Maria, to pani wciąż żyje?!” i klepie mnie po plecach. Albo patrzy smutno: „Matko! To pani?! Ależ się z panią porobiło?”. Kiedyś przyglądał mi się facet z tym błyskiem: ona czy nie ona? Mówię więc: „Tak, to ja”. A on na to: „No…! Chciałaby pani!” i poszedł sobie (śmiech). – Ma Pani swoje metody na ból i strach? Mam terapeutów, którzy kochają mnie bezwarunkowo i zawsze ze mną są. Waśko, ogromny ryś w białych „skarpetach”, budzi mnie codziennie o piątej rano. Nauczył się, że nie reaguję na jego miauczenie, więc teraz gada do mnie: „Eee, yye, aaa, eee”. Ja do niego: „Waśko, spieprzaj, jest piąta”. „Aaa, eee, yy, eee”, gada dalej. Kładzie się na plecach i czeka, aż mu pomasuję brzuch. Jak mi ręka usypia, to mnie wali łapą, a potem wsadza mi nos do ust. „Wrrrr…” Pocałunek kota (śmiech). Jako terapeuta jest bardzo dobry. Mam też starszą Scysję, którą Waśko się opiekuje. Jak te koty się kochają! Scysja jest z azylu, była bardzo chora i Waśko od urodzenia się nią zajmuje, mimo że nie jest jego matką. On jej myje uszy, buzię, razem jedzą, spacerują, a gdy wychodzę, razem śpią. Ale w nocy chcą być z panią. Ile razy miałam jakąś operację, a sporo ich zaliczyłam, moje koty spały na operowanym miejscu. Wcześniej 18 lat miałam kota Haszysza – jedyny raz, kiedy używałam Haszyszu. Albo on mnie. Po operacji nogi leżał na tej mojej operowanej nodze i mruczał. Lekarz powiedział, że mruczenie kota działa leczniczo, jak prądy diadynamiczne. Kiedy wróciłam do domu po operacji barku, dziad kładł mi się na barku i tam mruczał. A Scysja jest z tych kotów, które w ogóle lubią spać na człowieku. Ciągle wymyśla nowe miejsca. Na szczęście jest lekka. Waśko jest ogromny, więc jak kładzie się na mnie, to klatka mi się zapada. Zwierzęta są świetnymi pomocnikami w strasznych czasach. Wentylami bezpieczeństwa. Zauważyłam, że dużo łatwiej wyrazić uczucia, jak odejdzie zwierzę, niż gdy odchodzi człowiek. Gdy odchodzą moje koty, zawsze strasznie płaczę i rozpaczam. A gdy odchodzi bliska osoba, zachowuje się pewną godność, ból i smutek dusimy w sobie. – Czuje się Pani czasami samotna? Nie, bo od razu myślę sobie, że gdzieś tam w Warszawie jest na przykład Mariusz Benoit i on mnie lubi. Albo chwilowo nie lubi, bo jest zły, że się od dawna nie odzywam. Ale to tak jest, że czasem całe lata się nie kontaktujemy, bo nie ma kiedy. Kiedyś z Mariuszem, Jankiem Englertem i Krzysiem Kolbergerem zwiedziliśmy pół świata z „Panem Tadeuszem”. Kolberger niby nie żyje, ale tylko niby, bo nigdy na co dzień się nie spotykaliśmy. Energia została. A jak się tęskni za reżyserami… Przecież tyle razem przeżyliśmy trudnych i pięknych wyzwań, często w ogromnym napięciu, a to cementuje na całe życie. Czasem, gdy się spotkamy, to… rzucamy się na siebie i cieszymy, że jesteśmy. W tym zawodzie często tworzymy takie prawdziwe rodziny. Mam kolegów, z którymi pracuję 50 lat! Dlatego ich choroby strasznie mnie bolą. Czytaj także: Szłam przy nim jak promień słońca – historia miłości Anny Dymnej i Wiesława Dymnego Fot. Olga Majrowska – To miała być – i jest, choć inna niż sądziłyśmy – rozmowa na 25-lecie VIVY! Te ostatnie 20 lat spędziła Pani na pomaganiu. Graniu też, oczywiście, za rolę w „Excentrykach” dostała Pani Orła, ale głównie troszczyła się Pani o ludzi w potrzebie. Nigdy nie zrezygnowałam z grania, z zawodu. To on, normalnym biegiem rzeczy, rezygnuje ze mnie. Musi. A pomagam, bo pomagam. Jak tego nie robić? Przez te lata ze zdumieniem odkrywałam, iluż genialnych artystów, którzy razem z nami odbierali nagrody, kłaniali się na scenie, nagle gdzieś znika z życia publicznego. Często są chorzy, samotni, bezradni. Nie skarżą się, nie przyznają. Przecież mamy swoją dumę. Brukowce tylko czekają na takie pikantne temaciki, by się w nich pławić. Wstyd krzyknąć: „Ratunku, pomocy!”. Znałam jednak losy niektórych moich kolegów. Mając fundację, pomyślałam, że raz do roku można uruchomić środowisko, zorganizować koncert, aukcję i powiedzieć komuś: „Jesteśmy z tobą. Pomożemy ci. Pamiętamy”. Jest to trudne i delikatne zadanie. Gdy pomagaliśmy Krzysiowi Globiszowi, to było proste, bo cała Polska wiedziała, że miał udar. Nie trzeba było przełamywać bariery wstydu, ale jak zaproponowaliśmy pomoc innej wielkiej aktorce, to ona najpierw chciała się zastanowić. Czuła się strasznie zawstydzona. Na drugi dzień dzwoni i mówi: „Całą noc płakałam”. „Dlaczego?”. „Że ktoś o mnie pamięta i myśli”. To jest najistotniejsze. Oczywiście ważne są pieniądze na rehabilitację, na leki, na godne życie w chorobie, ale być może dużo ważniejsze jest to, że ktoś o nas pamięta i myśli. A nam, którzy to organizujemy, daje siłę i radość. Cudowny mechanizm. Anna Dymna, 1983 r. Fot. PAP/Maciej Sochor – Myśli Pani o przemijaniu? W ogóle nie. Tam, w niebie, za przeproszeniem, już siedzą cudowne postacie, świadkowie mojej młodości, urody, sukcesów. Co chwilę kogoś żegnam, ale za każdym razem myślę: Poczekaj, niedługo się zobaczymy, więc się nie przejmuję. Jakkolwiek chciałabym jeszcze chwilę pożyć, bo wciąż mam dużo rzeczy do zrobienia. Ale czasem trochę mi brakuje siły. Jestem po siedemdziesiątce, mam różne problemy, jak każdy w tym wieku. Po licznych wypadkach i operacjach mój kręgosłup często mi mówi: „A dajże mi, babo, spokój! Nie pracuję już z tobą. Idźże się połóż wreszcie i przestań podskakiwać”. Ja się wtedy buntuję: „Poczekaj jeszcze chwilę. Muszę dojechać do Warszawy, żeby ten program poprowadzić, bo ci ludzie mnie potrzebują”. A on na to: „A właśnie że nie!”. I robi mi coś takiego, że mnie paraliżuje. Jęczę z bólu, myślę, że zaraz zejdę, ale naprzeciwko mnie siedzi uśmiechnięty chłopiec na wózku, z dystrofią mięśniową i wstyd mi się robi. „Milcz, babo!”, mruczę do siebie, zaciskam zęby i… zapominam o bólu. Idę dalej. Nieustannie toczę zapasy z moim organizmem, który się buntuje. Naprawdę go podziwiam. Całe życie był bardzo dzielny. – Miałyśmy przerwę w rozmowie, bo wyszła Pani na chwilkę, by zapowiedzieć 705. Salon Poezji. Wisława Szymborska w mowie noblowskiej napisała: „Natchnienie, czymkolwiek ono jest, bierze się z bezustannego nie wiem”. My, aktorzy, uprawiamy taki dziwny zawód. Po 50 latach pracy dostaję kolejną nową rolę i… nie wiem. To jest fascynujące. Mam taką umiejętność, rodzice mnie tego nauczyli, że rozglądam się dookoła i zachwycam tym, co widzę. Dużo fotografuję. Jak mi jest źle, zawsze patrzę do góry. Nie szukam tam pomocy. Nie jestem nawiedzona. Po prostu to, co dzieje się na niebie, jest porywające. Daje mi dużo do myślenia. Trzeba umieć być ciekawym każdego dnia. Ja ciągle jestem. Z ciekawości, z tego bezustannego „nie wiem” można iść do przodu, bo jak już człowiek wszystko wie, to siedzi na tyłku i nic mu się nie chce. – Ale to nie Pani… To nie ja. Czasem mam żal do losu, ale bardzo rzadko, o to, że tyle jest agresji, nienawiści. Polityka wkracza w nasze życie, we wszystkie przestrzenie i manipuluje. Teraz to jest dobre, a tamto złe, a dziś to, co było dobrem, ogłaszamy złem… Mam całkowicie apolityczną fundację. Gdy pomagamy ludziom, to ich nie pytamy, w co wierzą, jakie mają przekonania polityczne. Działamy krystalicznie, uczciwie, ale to nie wystarcza. Niestety. Liczą się jakieś układy, przynależności. W dodatku co chwilę wszystko się zmienia. Czasem chce się wyć. Na szczęście nasi podopieczni nie zmieniają swoich przekonań i życzliwości. Kochają nas, tak jak ja ich. To najważniejsze. Wiem, że życie jest trudne, i umiem walczyć z przeciwnościami losu. Przeżyłam dużo okropnych chwil, nieszczęść, a mimo to kocham życie. Poznałam tysiące ludzi, przeróżne ich zachowania: okropne manipulacje i oszustwa, które mnie dotykały, ale też cudowną ludzką ofiarność, dobroć, aż po prawdziwe cuda, które zdarzały się na moich oczach. Mama mi mówiła, że człowiek jest dobry, tylko czasem o tym zapomina. Jak byłam młoda i butna, wydawało mi się, że przesadza. Przecież tylu morderców i zboczeńców chodzi po tym świecie. Teraz myślę, że jednak miała rację. Czasem trzeba tylko przypomnieć: „Kurde, człowieku, przecież ty dobry jesteś!”. Zobacz również: Anna Dymna: "Nigdy z nikim się tyle nie śmiałam, co z ludźmi, którzy cierpią" Fot. Olga Majrowska Rozmawiała Beata Nowicka Za pomoc w realizacji sesji dziękujemy Hotelowi Stary w Krakowie/ Fundacja „Mimo Wszystko”, numer konta SANTANDER BANK POLSKA SA 25 1090 1665 0000 0001 0838 1162 Właściciel nagrał zawziętą sprzeczkę dwóch husky. Trudno powstrzymać się od śmiechu patrząc na to, co wyprawiają. O co mogą się kłócić? Cokolwiek to jest, oba psy wyraźnie mają bardzo podzielone to chyba najgłośniejsza rasa, jaka istnieje. Nie bez powodu ich właściciele tak często nagrywają ich wygłupy i publikują je w sieci. Te dwa psy wyraźnie nie zgadzają się co do jakiejś kwestii. Na nagraniu widać naprawdę zawziętą dyskusję!Husky się kłócąNa krótkim wideo opublikowanym w serwisie YuTube widzimy, jak dwa rozłożone na łóżku husky ostro się sprzeczają. Nagranie uzyskało już setki tysięcy odsłon, a internauci zastanawiają się, o co mogło pójść!- Niedawny viralowy film o husky, w którym dwa psy prowadzą dogłębną dyskusję. O co chodzi? Podatki? Dziewczyny? Nikt nie wie - głosi podpis pod psy są wyraźnie niezadowolone. Najpierw odzywa się mniejszy, czarnobiały husky, a na krótkie szczeknięcie jego kolega odpowiada głośnym jest zaciekła, a nagrywający podopiecznych właściciel nie może powstrzymać się od śmiechu. Na samym końcu jeden z psów odwraca się obrażony tyłem do podbiły serca internautówPo chwili drugi pies zaczyna się przymilać do obrażonego husky, jakby chciał przeprosić, że tak ostro zareagował! Pod nagraniem toczą się spekulacje, czego mogła dotyczyć Zastanawiam się, czy kłócą się o pieniądze, dzieci, kredyt hipoteczny...?- Obaj mieli mocne argumenty!- Na końcu ten po lewej mówi: „No dalej. Nie bądź taki”.- Ten film wymaga napisów! Może chodzić dosłownie o nigdy nie dowiemy się, o co tak naprawdę pokłóciły się husky. Nie można im jednak odmówić uroku, a sobie uśmiechu - wideo od razu poprawia humor!Zobacz nagranie:[EMBED-3965]Artykuły polecane przed redakcję Świata Zwierząt:Bestialska zbrodnia niedaleko Warszawy. Powiesili kota na drzewie. Sprawcy chcieli, by zwierzę skonało w męczarniachDramat zwierząt na Mazowszu. Kolejny oprawca zwierząt w natarciu, są pierwsze ofiary zatrucia mięsem z trutkąZnalazła nietoperza na klatce schodowej. Nie wiedziała co robić, dobrzy ludzie pomogli ratować zwierzęźródło: Uwaga! Ten artykuł może zawierać spoilery. Jeżeli nie chcesz sobie psuć radości z czytania, zawróć stąd jak najszybciej. Podróż do Północy (ang. Journey to Midnight) odbywa się w "Północy", kiedy sześć kotów klanów podróżuje do miejsca, w którym tonie słońce, aby spotkać Północ[1]. Streszczenie Przed Cztery klany dzikich kotów żyją w starym lesie, odkąd zostały założone przez czterech starożytnych przywódców[2]. Jednak w pewnym momencie Dwunożni zaczynają niszczyć las, aby stworzyć kolejną Drogę Grzmotu, a koty zmuszone są znaleźć nowe miejsce do życia. Ponieważ nawet Klan Gwiazdy nie zna miejsca w pobliżu, które pasowałoby do wszystkich klanów, wyznacza cztery koty, po jednym z każdego klanu, do podróży do miejsca, w którym tonie słońce - mianowicie oceanu, który jest daleko na zachód od terytoriów klanów - gdzie mogą dowiedzieć się, czy taki region jest dostępny i jak do niego dotrzeć. Wybrane koty to Jeżynowy Pazur z Klanu Pioruna, Brunatna Skóra z Klanu Cienia, Wronia Łapa z Klanu Wiatru i Pierzasty Ogon z Klanu Rzeki. Pomimo tego, że tylko cztery wybrane koty miały odejść w podróż, towarzyszą im dwa inne koty, Wiewiórcza Łapa z Klanu Pioruna i Burzowe Futro z Klanu Rzeki, więc w drużynie jest sześć kotów, które szukają nowego miejsca do życia. Przegląd Po otrzymaniu snów od Klanu Gwiazdy i podjęciu decyzji, co robić, koty wyruszają w stronę oceanu lub, w ich języku, miejsca, w którym tonie słońce. Podczas podróży kilkakrotnie wpadają w tarapaty, ale udaje im się przeżyć. Spotykają Północ, borsuczyce mieszkającą w jaskini niedaleko brzegu, która ujawnia, że las ma zostać zniszczony, a klany muszą przenieść się na nowe terytorium, które znajdą, podążając za "umierającym wojownikiem", którym jest właściwie spadająca gwiazda. W drodze do domu sześć kotów wybiera górską trasę, którą poleciła im Północ, gdzie spotykają Plemię Płynącej Wody, które zmusza ich do zostania, wierząc, że Burzowe Futro, niewybrany kot z dwóch kotów Klanu Rzeki, jest częścią ich przepowiedni. Pierzasty Ogon, siostra Burzowego Futra, umiera, by uratować Plemię przed Ostrym Kłem, lwem górskim, spełniając przepowiednię, a pozostałe pięć kotów kontynuuje podróż i ostatecznie wraca do domu. Opis Wybór Klanu Gwiazdy Wydarzenia zaczynają się podczas pory spadających liści[3]. Podczas spotkania wojowników Klanu Gwiazdy, Błękitna Gwiazda opowiada o nowej przepowiedni, ujawniając, że las zostanie wkrótce zniszczony, a cztery koty muszą podjąć misję ratowania klanów, znajdując dla nich nowe miejsce do życia. Pierzasty Ogon jest wybrana przez przez Dębowe Serce, Wronia Łapę jest wybrany przez Martwą Stopę, Brunatną Skórę wybiera Nocna Gwiazda, a Jeżynowego Pazura wybiera Błękitna Gwiazda. Chociaż wojownicy Klanu Gwiazdy są zaskoczeni niektórymi wyborami, ostatecznie je aprobują i zgadzają się przygotować koty do podróży, kontaktując się z nimi w ich snach. Błękitna Gwiazda pojawia się we śnie Jeżynowego Pazura, mówiąc mu o przepowiedni i o tym, że musi spotkać się z trzema innymi kotami w noc nowiu, słuchając, co północ ma im do powiedzenia. Nie zdradza więcej, ale stwierdza, że ​​wszystko zostanie wyjaśnione w odpowiednim czasie, po czym znika. Pozostałe trzy koty również otrzymują podobne sny od swoich przodków. Jeżynowy Pazur zastanawia się, dlaczego Klan Gwiazdy wysłał wiadomość o wielkim niebezpieczeństwie do jednego z najmłodszych i najmniej doświadczonych wojowników klanu, zamiast przywódcy lub medykowi, i postanawia zignorować to, nie wspominając o tym nawet Ognistej Gwieździe. Jednak po tym, jak dowiedział się na zgromadzeniu, że jego siostra Brunatna Skóra miała ten sam sen, z wyjątkiem jednego z jej przodków Klanu Cienia, zaczyna traktować ten znak poważnie. Przygotowania Wybrane koty spotykają się w Czterech Drzewach podczas następnego nowiu. Jeżynowy Pazur jest śledziony przez Wiewiórczą Łapę, a Pierzasty Ogon przyprowadza Burzowe Futro. Dyskutują o znaku, a Wrona Łapa prawie zaczyna bójkę, wdając się w kłótnie z każdym kotem, ale zostaje zatrzymany przez innych. "Czekają na północ", jak powiedzieli im przodkowie; ale mija północ i nie ma żadnego znaku od Klanu Gwiazdy. Dyskutują, co dalej robić i czy powinni powiedzieć swoim przywódcom klanów o tym śnie. W końcu postanawiają poczekać na więcej znaków i zgadzają się porozmawiać na następnym spotkaniu. Następnej nocy Jeżynowy Pazur ma sen o utonięciu w słonej wodzie; i nawet po przebudzeniu czuje w ustach smak soli. Kiedy następnego dnia Krucza Łapa odwiedza Klan Pioruna, aby powiedzieć Ognistej Gwieździe o aktywności Dwunożnych, Jeżynowy Pazur mówi mu o śnie, a Krucza Łapa stwierdza, że ​​miejsce we śnie jest w rzeczywistości prawdziwym miejscem i można do niego dotrzeć idąc w kierunku zachodzącego słońca. Jeżynowy Pazur zastanawia się, czy Klan Gwiazdy rzeczywiście życzy sobie, żeby tam poszedł. Spotyka się potajemnie z innymi wybranymi kotami i zgadzają się, że powinni znaleźć to miejsce. Umawiają się na spotkanie w Czterech Drzewach dzień przed następną połową księżyca. Tymczasem Ognista Gwiazda martwi się omenem o ogniu i tygrysie, który otrzymała Rozżarzona Skóra, patrząc na płonącą kępę paproci, co sugeruje, że Wiewiórcza Łapa i Jeżynowy Pazur stanowią zagrożenie dla klanu lub dla siebie nawzajem, i próbuje utrzymać dwa koty z dala od siebie; niemniej jednak oboje odchodzą, aby dołączyć do innych. Sześć kotów spotyka się, a cztery wybrane koty kłócą się o to, czy dwa pozostałe powinny dołączyć, ponieważ nie zostały wybrane i mogą stanowić zagrożenie dla misji. Ale w końcu akceptują ich obecność i zaczynają, zastanawiając się, dlaczego Klan Gwiazdy nie mógł im powiedzieć tego, co powinni wiedzieć właśnie tam, i dlaczego zamiast tego muszą podjąć długą i niebezpieczną podróż. Do miejsca, w którym tonie słońce Koty podążają skrajem terytorium Klanu Wiatru, a wieczorem docierają do Gospodarstwa Jęczmienia. Spotykają Jęczmienia i Kruczą Łapę, którzy witają ich serdecznie i oferują schronienie na noc. Odchodzą następnego dnia o świcie, a Krucza Łapa towarzyszy im do Wysokich Skał, pokazując im najbezpieczniejszą drogę, ponieważ niedawna aktywność Dwunożnych wokół Drogi Grzmotu uczyniła podróżowanie niebezpiecznym. Na szczycie Wysokich Skał spoglądają na niekończące się, nieznane terytoria, a Krucza Łapa opowiada im o miejscach, które napotkają i których powinni unikać. Podążają ścieżką przez pola podzielone płotami Dwunożnych, na których pasą się owce, a następnie przechodzą przez wąską Drogę Grzmotu z żywopłotem po drugiej stronie. Przebijając się przez żywopłot, zostają rozdzieleni i lądują w ogrodach z różnymi Gniazdami Dwunożnych. Jeżynowy Pazur i Pierzasty Ogon pozostają razem, ale nie mogą znaleźć ani nawet wyczuć innych kotów i zostają zaatakowani przez psa. Wracają na Drogę Grzmotu przez żywopłot i w końcu znajdują Burzowe Futro i Wronią Łapę, osaczanych przez dwa duże koty domowe. Wkrótce pojawiają się Wiewiórcza Łapa i Brunatna Skóra, aby dołączyć do walki, która zostaje przerwana przez Dwunożnego wyłaniającego się z Gniazda, a koty klanów uciekają. Idą dalej i znajdują schronienie na noc w pobliżu fragmentu zburzonego muru. Brunatna Skóra ma swój znak słonej wody, a pozostali zdają sobie sprawę, że są na dobrej drodze, będąc strzeżeni przez Klan Gwiazdy. W ciągu następnych trzech dni sześć kotów podróżuje przez pola uprawne, unikając Gniazd Dwunożnych i nie spotykając niczego groźniejszego niż owce, krowy i konie. Natrafiają na pole pszenicy, gdzie potwór zbiera plony, i łapią kilka myszy. Wiewiórcza Łapa utknęła pod ogrodzeniem Dwunożnych, próbując przecisnąć się przez dziurę pod nim, a Brunatnej Skórze udaje się ją wydostać po rozcieraniu liści szczawiu na jej futrze. Pierzasty Ogon ma we śnie swój znak słonej wody. Pogoda robi się pochmurna, ale koty klanów kontynuują swoją podróż, pamiętając, gdzie dzień wcześniej zachodziło słońce. Później tego samego dnia są ścigani przez psa i uciekają, wspinając się po pniach drzew, przy czym Wronia Łapa ratuje życie Pierzastego Ogona. Pojawia się Dwunożny, by zabrać psa. Koty spotykają starego samotnika, który przedstawia się jako Piękniś i prowadzi ich do dużego Siedliska Dwunożnych, gdzie mogą łowić ryby z sadzawki w ogrodzie Dwunożnych. Wronia Łapa ma swój znak słonej wody, potwierdzający, że wciąż są na właściwej ścieżce. Koty jedzą karmę dla kotów domowych w innym ogrodzie, ale pojawia się młode Dwunożnych i łapie Pierzasty Ogon. Wiewiórcza Łapa i Burzowe Futro ocierają się o nogi młodego, który upuszcza kotkę, umożliwiając ucieczkę wszystkim sześciu kotom. Idą dalej przez Siedlisko Dwunożnych, a Piękniś ich prowadzi; twarda powierzchnia ścieżek pali ich łapy, a pod koniec dnia wszyscy są głodni i wyczerpani. Gdy chmury się rozchodzą, widzą za sobą zachodzące słońce, co potwierdza, że ​​podróżowali w złym kierunku. Koty klanów wściekają się na Pięknisia, ale zagubieni w Siedlisku Dwunożnych nie mają innego wyjścia, jak tylko kontynuować podążanie za nim. Na noc znajdują schronienie na pustej działce otoczonej kolczastym płotem. Pędzą dalej i zostają zaatakowani przez szczury podczas przechodzenia przez wysypisko. Udaje im się pokonać szczury, ale Brunatna Skóra dostaje zainfekowane ugryzienie w ramię i boleśnie kuleje przez resztę podróży. Odpoczywają w opuszczonym budynku, a Jeżynowy Pazur martwi się o podróż, która poszła tak katastrofalnie, ale Wiewiórcza Łapa pociesza go, mówiąc, że czuwa nad nimi Klan Gwiazdy. Kotom zajmuje trzy dni, aby wydostać się z Siedliska Dwunożnych i wejść do lasu, gdzie znajdują schronienie, zdobycz i korzeń łopianu na ranę Brunatnej Skóry. Odpoczywają do rana, po czym idą dalej, opuszczając las i idąc przez suche wrzosowiska. Wieczorem w końcu spoglądają na duży obszar niebiesko-zielonej wody odbijającej pomarańczowe promienie zachodzącego słońca, wiedząc, że dotarli do celu. Gdy schodzą po klifach, ziemia ustępuje, a Jeżynowy Pazur i Burzowe Futro wpadają do wody. Jeżynowy Pazur prawie tonie, ale Wiewiórcza Łapa go ratuje. Odnajdują jaskinię widzianą we śnie, w której mają czekać na północ, i wchodzą. Znak słonej wody Podczas (i przed) podróżą, każdy z czterech kotów wybranych przez Klan Gwiazdy ma swój "znak słonej wody", sen lub iluzję picia (lub pływania w) słonej wodzie. To przekonuje nawet najbardziej sceptycznych, że są na właściwej ścieżce i rzeczywiście podążają za wolą Klanu Gwiazdy. Jeżynowy Pazur ma swój znak zaraz po pierwszym spotkaniu w Czterech Drzewach: sen o utonięciu w zimnej, słonej wodzie; prądy niosące go w kierunku wysokich klifów otoczonych postrzępionymi skałami, gdzie widoczna jest jaskinia. Brunatna Skóra ma swój znak drugiego wieczoru podróży, kiedy pije wodę z kałuży i stwierdza, że ma ona smak soli, podczas gdy żaden inny kot nie ma słonego posmaku. Pierzasty Ogon ma swój znak szóstego dnia podróży, we śnie o piciu słonej wody w kamienistym krajobrazie. Wronia Łapa ma swój znak później tego samego dnia podczas łowienia ryb z sadzawki Dwunożnych. Klany W lesie wszystkie koty martwią się o zaginionych członków klanów. Wkrótce wszyscy przywódcy dowiadują się, że inne klany również straciły koty i dyskutują o tym na zgromadzeniu. Są niespokojni, zastanawiając się, dlaczego Klan Gwiazdy nie wysłał im wiadomości. Tylko Liściasta Łapa, siostra Wiewiórczego Lotu, wie o misji, jaką Klan Gwiazd zlecił kotom[4], ale nie powiedziała o tym żadnemu innemu kotu. Kiedy Brunatna Skóra zostaje ugryziona w ramię, Liściasta Łapa wyczuwa niepokój Wiewiórczej Łapy i wysyła jej sen sugerujący, że korzeń łopianu powinien być używany do leczenia ukąszeń szczurów. Północ Gdy sześć kotów wchodzi do jaskini, spotykają borsuka, jednego z najgroźniejszych wrogów kotów leśnych. Wpadają w panikę, ale borsuk nie wydaje się być wrogo nastawiony i przedstawia się jako Północ. Koty rozumieją, że wojownicy Klanu Gwiazdy odnosili się do niej, kiedy kazali "słuchać północy". Północ prowadzi ich na tyły jaskini i leczy ranę Brunatnej Skóry, podczas gdy Jeżynowy Pazur opowiada jej o ich podróży. W końcu borsuczyca ujawnia, że wszystkie klany są w niebezpieczeństwie, ponieważ las ma zostać całkowicie zniszczony przez Dwunożnych, aby zbudować nową Drogę Grzmotu i nie ma sposobu, aby to powstrzymać. Sześć kotów musi poprowadzić klany, aby znaleźć nowy dom, który zostanie pokazany przez umierającego wojownika, widzianego na Wielkim Kamieniu. Jeżynowy Pazur zdaje sobie sprawę, że podróż zbliżyła ich do siebie i jak wiele znaczą dla niego jego towarzysze. Zgadza się, że stali się jednym. Uczestnicy Postacie Jeżynowy Pazur Jeżynowy Pazur, syn Tygrysiej Gwiazdy, został wybrany na wyprawę przez Błękitną Gwiazdę. Choć młody i niedoświadczony w tym czasie, jest urodzonym przywódcą[7]; biorąc odpowiedzialność za innych od samego początku ich podróży, stwierdzając, że jeśli któryś z jego towarzyszy zostanie ranny lub nawet zabity podczas podróży, to będzie jego wina[8]. Pozostałe pięć kotów wkrótce przyzwyczaja się do przyjmowania od niego poleceń. Innymi słowy, jest nieoficjalnym przywódcą szóstki. Brunatna Skóra Brunatna Skóra, siostra Jeżynowego Pazura, zostaje wybrana przez Nocną Gwiazdę. Chociaż niektórzy wojownicy Klanu Gwiazdy wątpią w jej lojalność po zmianie klanu, Nocna Gwiazda nalega na wysłanie jej, a Błękitna Gwiazda zauważa, że zajmie koty z łapą w dwóch klanach, aby zrozumiały, co należy zrobić. To Brunatna Skóra poruszyła grupę, jest mądra i praktyczna. Dobrze dogaduje się z Pierzastym Ogonem i bardzo o niej myśli. Dostaje zainfekowaną ranę podczas walki ze szczurami, ale kontynuuje i nigdy nie narzeka, mimo że ledwo może się ruszać. Pierzasty Ogon Pierzasty Ogon, wojowniczka Klanu Rzeki i siostra Burzowego Futra, została wybrana przez Dębowe Serce. Jest spokojna i opiekuńcza, i zwykle powstrzymuje koty przed kłótniami. Podczas podróży zakochała się w Wroniej Łapie, uczniu Klanu Wiatru. Jest dobrą przyjaciółką Brunatnej Skóry i pomaga jej, gdy jest ranna. Wronia Łapa Wronia Łapa, o którym wspomniano, że nie ma krewnych w grupie, został wybrany przez Martwą Stopę, byłego zastępcę Klanu Wiatru. Jest najmłodszym kotem wysłanym w podróż; podczas gdy pozostała trójka jest mniej więcej w tym samym wieku, Wronia Łapa jest o pięć sezonów młodszy i nadal jest uczniem. Inni wojownicy Klanu Gwiazdy uważają, że jest za młody, aby wziąć udział w niebezpiecznej misji, ale Martwa Stopa przekonuje ich, by pozwolili mu pójść. Ciemnoszary uczeń jest defensywnym i zgryźliwym kotem i ma zadziorny język, zawsze kłóci się i nie zgadza z innymi. Zakochuje się w Pierzastym Ogonie podczas podróży i ciężko smuci się po jej śmierci. Burzowe Futro Burzowe Futro, brat Pierzastego Ogona, nie jest wybranym kotem, ale podąża za siostrą, martwiąc się o nią z powodu tego wszystkiego, co razem przeszli. Jest dobrym przyjacielem Jeżynowego Pazura. Wiewiórcza Łapa Wiewiórcza Łapa jest córką Ognistej Gwiazdy i najmłodszym kotem w drużynie. Nie jest jednym z wybranych kotów Klanu Gwiazdy, ale zmusza Jeżynowego Pazura, by pozwolił jej odejść z nim. Wykazuje niestrudzoną odwagę i nie chce myśleć, że kiedykolwiek poniosą porażkę w swojej misji. Niejednokrotnie jej determinacja i chęć odniesienia sukcesu dodaje świeżości wszystkim jej towarzyszom. Jej ognista postawa niepokoi inne koty, ale ani Burzowe Futro, ani Jeżynowy Pazur nie przejmują się tym, ponieważ oboje się w niej zakochują. Uczennica szczególnie przywiązuje się do Jeżynowego Pazura[9] i ostatecznie zostaje jego partnerką. Cytaty “ Ciemność, powietrze, woda i niebo spotkają się i wstrząsną lasem do samych korzeni. Nic nie będzie takie, jak teraz, ani takie, jakie było dotąd. Nadejdzie zagłada, ale jeśli klany spotkają ją jak wojownicy, mogą przeżyć. Należy wybrać cztery koty, które trzymają w łapach los swoich klanów. [...] Jeśli klany nie mogą teraz współpracować, wszystkie zostaną zniszczone. Może wystarczy kotom z łapą w dwóch klanach zrozumieć, co należy zrobić. Pamiętaj, że każdy klan przepadnie, jeśli jeden z wybranych przez nas kotów osłabnie lub upadnie. ” —Błękitna Gwiazda, "Północ, strony 2-5 (angielskie wydanie, tłumaczenie nieoficjalne) “ Teraz nadszedł twój czas na wypełnienie przepowiedni. Pamiętaj, że Klan Gwiazdy nie lubi czynić rzeczy oczywistymi. Wysyłają nam przepowiednie, ale nigdy nie mówią nam dokładnie, co powinniśmy zrobić. Oczekują od nas odwagi i lojalności, aby osiągnąć to, co należy zrobić. ” —Krucza Łapa do Jeżynowego Pazura, "Północ, strona 95 (angielskie wydanie, tłumaczenie nieoficjalne) “ Wojownicy Klanu Gwiazdy, gdybym mogła teraz z wami porozmawiać, chciałbym zapytać, czy naprawdę postępujemy właściwie i dlaczego musimy podróżować tak daleko. Chciałabym zapytać, jakie kłopoty przewidziałeś dla lasu. ” —Jeżynowy Pazur, "Północ, strona 195 (angielskie wydanie, tłumaczenie nieoficjalne) “ Masz rację; czterech zostało wybranych, ale przybyło sześciu i wszyscy zasługują na to, by tu być. [...] Kiedy wyruszaliście, było was czworo. Sześcioro z przyjaciółmi, którzy nie chcieli was opuścić. Teraz zaś jesteście jedno. [...] W nadchodzących dniach będziecie się wzajemnie potrzebować. Twoja podróż nie kończy się tutaj, młody wojowniku. To dopiero się zaczyna. ” —Północ, "Północ, strony 292-300 (angielskie wydanie, tłumaczenie nieoficjalne) Ciekawostki Ta podróż jest jedynym znanym wydarzeniem, w którym Klan Gwiazdy chętnie wybiera i kontaktuje się z wojownikami i uczniami, którzy nigdy wcześniej nie mieli przepowiedni ani kontaktu ze światem zmarłych kotów[10]. Podróż do miejsca, w którym tonie słońce trwała dziesięć dni - można to wywnioskować zarówno z odniesień do przedziałów czasowych podczas podróży[11], jak i z faz księżyca (koty rozpoczynają podróż dzień przed półksiężycem[12], a przybywają na drugi dzień po pełni)[13]. Przypisy ↑ Wyjawione w "Północy" ↑ Wyjawione w "Sekretach Klanów", strony 3-6 (angielskie wydanie) ↑ Wyjawione w "Północy", strona 25 (angielskie wydanie) ↑ Wyjawione w "Świcie", strona 7 (angielskie wydanie) ↑ 5,0 5,1 5,2 5,3 5,4 Wyjawione w "Północy", strona 155 (angielskie wydanie) ↑ Wyjawione w "Północy", strona 156 (angielskie wydanie) ↑ Wyjawione we "Wschodzie księżyca", strona 174 (angielskie wydanie) ↑ Wyjawione w "Północy", strona 166 (angielskie wydanie) ↑ Wyjawione we "Wschodzie księżyca", strona 233 (angielskie wydanie) ↑ Wyjawione w "Północy", prolog ↑ Wyjawione w "Północy", strona 261 (angielskie wydanie) ↑ Wyjawione w "Północy", strona 100 (angielskie wydanie) ↑ Wyjawione w "Północy", strona 267 (angielskie wydanie) Na dworze obok mojego domu kłócą się dwa dorosłe koty. Śpiewają, aż słychać je na całej ulicy, a że tu cisza i do tego niedziela rano, to zainteresowałam się, bo mam kota, którego nie chciałabym później „szyć”. Podeszłam bliżej, zero reakcji, co jakiś czas zmieniały się w waleczny kłębek, oba już poranione do krwi. Nic nie zrobię, taka natura, walka o teren. W Poznaniu w doniczce po pelargoniach zasiały się dwa małe klony. Przesadziłam do doniczki i zabrałam do Soli. Są na tyle duże, że dziś wsadzę je do ziemi i będą miały szansę zasilić tutejszy zasobny drzewostan. Jedyny agrest na ogrodzie jeszcze dojrzewa, porzeczka już dojrzała, można coś z nią zrobić, zjeść na przykład. Tyle mam spraw do załatwienia – myślę sobie. Na część mam wpływ, a na część jeszcze nie lub może nawet wcale nie będę miała i w przyszłości. Wolność mojego wyboru to wolność w moim obszarze wpływu. Kocham tę wolność. Dawniej myślałam, że niewiele mogę, dziś patrzę na to ile mogę, nawet czasu brakuje by to wszystko zrobić, wszystkiego doświadczyć. Wolna myśl kłębi mi się w głowie niezależnie od tego, czy mam czas, czy go nie mam. Czy mam wpływ na coś, czy go nie mam. Taką mam naturę. Teraz dużo słyszę o skutkach pandemii, każdy zna kogoś kto ucierpiał i to mocno. Również tego doświadczam, czasem jest przykro. Siedząc tu na ogrodzie, wśród śpiewu ptaków, czy kosząc trawę, czy zmieniając rzeczywistość, też myślę czasem o buziach i głosach moich dziadków, którzy byli tu zaledwie kilka lat temu. Dom pełen był ludzi, znajomych, przyjaciół, rodziny. Co by powiedzieli na to co tu jest teraz? Bardzo mnie kochali, choć krytykowali również, nie raz i nie dwa razy. „Pojechałam na taki plac przy szkole, tam gdzie są topole. Patrzę, a za nimi na placu cała masa nagrobnych płyt. Cmentarz myślę? Dziwne, bo poukładane jedna na drugiej, a nie obok siebie. Nagle zawiał wiatr, a topole zaczęły pylić. Pyliły na złoto, a wiatr zaczął unosić złoty pyłek tak, że wyglądał jak gwiazdki na niebieskim niebie. Zobaczyłam jak zasłania płyty i wychodzą zza nich ludzie. Znajomi, rodzina, których już z nami nie ma. Rozmowy, uśmiechy, normalne sytuacje z życia. Tak się wzruszyłam na ten widok, że pomyślałam, że muszę Ci to pokazać. Nagle wiatr ustał, pyłek opadł i ludzie zniknęli. Mimo to pojechałam po Ciebie. Wróciłyśmy i na początku nie było nic, ale później wiatr znów zawiał i sytuacja się powtórzyła. Też to zobaczyłaś. To takie piękne – powiedziałaś – dziękuję, że mnie tu przywiozłaś.” Moja córka miała taki sen. Niemalże go widzę, więc się z Wami dzielę. Kocham takie dni, kiedy rano mogę poleżeć w łóżku, w ciepełku i wygodzie do momentu kiedy naturalnie przeciągnę się i dopiero wstanę. A przecież zwykle wstaję o piątej i dobrze mi z tym. Przywilej? Nagroda? Nieważne jak to nazwę. Ważne, że jest. Moment to moment. Poza tymi momentami przesuwam swoją uwagę na te sprawy, na które mam wpływ. I tak tańczę swój taniec życia. Mój taniec, mojego pięknego życia.

dwa koty się kłócą